Zygmunt Balicki - Etapy patriotyzmu

W burzy, w atmosferze przesyconej elektrycznością, wśród kotłujących się sił żywiołowych, dojrzewa wegetacją, rozwijają się kwiaty, a zarazem rozkładają się części organiczne, oderwane od żywej całości. Wojna jest burzą w życiu narodów, a cóż dopiero taka jak obecna, wstrząsająca do głębi ich bytem, przetasowująca pokłady społeczne – jak wstrząśnienie geologiczne pokłady ziemi, a co więcej – naprężająca wszystkie ludzkie wysiłki twórcze do najwyższego napięcia. – W podobnych próbach, w których skondensowują się doświadczenia i przeżycia dziejowe, dojrzewa dusza narodu, hartuje się i krzepnie, odpada zaś od niej wszystko, co nie jest zdolne sprostać wymaganiom przyśpieszonego jej rozwoju. Kto w czasach takich żyje powszednimi uczuciami przeszłości i obraca się po dawnemu w sferze pojęć, które się już przeżyty i stały banalnymi, zdawkowymi frazesami dni minionych, ten, sam nie wiedząc kiedy, staje się czynnikiem fermentu i rozkładu. Tak fermentuje mleko lub rozkłada się mięso podczas burzy pod wpływem tej samej przesycającej powietrze elektryczności, która odradza i powołuje do życia wszystko, co jest do niego zdolne.

Do najbardziej podstawowych uczuć narodu i do najkardynalniejszych zarazem jego pojęć należy uczucie pojęcie patriotyzmu. Stanowczo powiedzieć można, że jakim jest patriotyzm w narodzie w czasach pokoju, a zwłaszcza w czasie wojny, taką będzie jego przyszłość, wbrew nawet pomyślnemu czy niepomyślnemu układowi warunków i zbiegowi okoliczności w danej chwili dziejowej.

Wielkim byłoby błędem sądzić, że patriotyzm jest zawsze i wszędzie jakościowo ten sam, różni się zaś tylko ilościowo – stopniem swego napięcia. Patriotyzmów jest tyle, ile jest narodów, gdyż pojęcie to, zbyt w życiu potocznym uproszczone i zbyt jednostronne, mieścić w sobie właściwie powinno całą bogatą treść duszy narodu. Nie mamy przynajmniej w użyciu uzupełniających pojęć, które by uczuciowe przeważnie zabarwienie, nadawane patriotyzmowi, rozszerzały na inne dziedziny życia duchowego, niemniej dla narodu ważne i rozstrzygające o jego przyszłości, a jednak należałoby w nie włączyć wszystkie przynajmniej uczucia i popędy, tworzące ustawicznie i organizujące naród, jako indywidualność duchową.

Odpowiedzą mi na to, że jest to kwestia czysto teoretyczna, nie mająca większego związku z życiem, niż pojęcia psychologiczne z losami pojedynczego człowieka. Idzie mi właśnie o wykorzenienie podobnego rozumienia rzeczy. Patriotyzm jako uczucie miłości ojczyzny (najrozmaiciej zresztą pojmowane) jest zawsze nakazem moralnym narodu, a przeto dźwignią i busolą postępowania, jest obowiązkiem, nakładanym przez ogół na wszystkich swoich członków, inaczej – przez naród na samego siebie. Czy mniejszym nakazem moralnym i mniejszym obowiązkiem ma być np. rozum polityczny w narodzie, jego popęd do organizowania swego życia na wszystkich polach, jego solidarność gospodarcza, zdolność do samorządu łub zmysł państwowy? Właściwości te – powiedzą mi być może – posiada się lub się ich nie posiada. Tak, ale i patriotyzm czysto uczuciowy ma się w sobie lub się go nie ma, a jednak jest on nakazem i obowiązkiem, a za jego brak stawia się słusznie jednostkę pod pręgierz opinii publicznej i usuwa od udziału w sprawach publicznych. Gdy rzemieślnik fuszeruje robotę, spotyka się z moralną reprobatą opinii, czy ma być wolny od niej obywatel kraju, gdy ma niedorozwiniętą lub okaleczała duszę polską?

Być patriotą – dziś, wobec wzmożenia się do najwyższej potęgi indywidualności narodowych – to nie znaczy czuć w sobie wzruszenia „szlachetnego cudzoziemca” wobec losów i przejść kraju, to nie znaczy uważać za swój język narodu, podzielać jego sympatie i antypatie, nawet solidaryzować się z jego interesami: dążeniami i z jego polityką dziejową, to znaczy – nosić w sobie duszę narodu, wiecznie napiętą i czynną, zapobiegliwą, gospodarczą i twórczą w kierunku rozrostu ciągłego jego potęgi. W Polsce niegdyś każdy szlachcic miał prawo być powołanym do najwyższej, najbardziej odpowiedzialnej godności królewskiej, niechże nam się dziś z tej tradycji pozostanie w duszy każdego obywatela takie poczucie, jak gdyby był odpowiedzialny za całość losów rzeczypospolitej i za całą jej przyszłość. Nie wie co ma robić w myśl tego swego poczucia? – niech idzie za tymi, o których wie, że noszą w sobie pełnię duszy polskiej i widzą jasno drogi narodu, prawdziwy bowiem patriotyzm nie mówi nigdy „ja”, ale zawsze „my”, a on pozwoli mu niechybnie wyczuć, kto jest istotnym nosicielem prawdziwej wielkości ojczyzny, a kto szafuje jej imieniem nadaremno.

Tak, dziś i na przyszłość dawny patriotyzm, nawet najszczerszy i najgorętszy, już nie wystarcza. Nie wystarcza „patriotyzm przetrwania”, którym żyliśmy przez cale pokolenie, patriotyzm bierny w swej odporności, dbający przede wszystkim o to, aby zachować w czystości na wewnątrz uczucia narodowe, wspominając bezkrytycznie przeszłość i marząc bezplanowo o mglistej, spoczywającej w rękach losu przyszłości.

Nie wystarcza również stary przeżytek romantyzmu w polityce, ów patriotyzm „wielkiej chwili dziejowej”, gotowy poświęcić – jak się tradycyjnie powtarza – „mienie i życie na ołtarzu ojczyzny”, ale tylko wtedy, gdy ta chwila dziejowa rozegra się według  z góry wymarzonego programu i nie będzie wymagała ani otamowania zakorzenionych popędów, ani pracy myśli politycznej; kiedy zaś nadchodzi rzeczywiście, ale w całej – jak zawsze – złożoności realnych warunków, wtedy patriotyzm ów przestaje widzieć całą jej grozę dziejową i całą odpowiedzialność narodu za swą przyszłość, stwierdza pełen rozczarowania, że „to nie to”, i w rozterce wewnętrznej powtarza tylko bezmyślnie swe hamletowskie „być albo nie być”.

Jeden i drugi staje się w swej bierności tylko hamulcem w dojrzewaniu wśród burzy wypadków prawdziwego patriotyzmu, który naród wydobyć z siebie musi, jeżeli jest żywotny.

Cóż mówić o tych jego surogatach, które dziś jeszcze tak się pienia wśród naszego ogółu, o patriotyzmie symbolicznym, kultywowanym zwłaszcza w Galicji i patriotyzmie negatywnym, znanym zarówno w Królestwie, jak i na emigracji. Pierwszy, wychowany na obchodach raczej, niż na pracy obywatelskiej i czynie zbiorowym, nastraja się od święta na wysoką nutę, a wtedy szafuje frazesami, roztacza jak najszersze ideały i aspiracje narodowe, potrząsa sztandarem, śpiewa hymny patriotyczne, a Polskę sprowadza do orła białego; ulubionym takiego patrioty czynem, na który zawsze zdobyć się potrafi, to urządzanie obchodów i stawianie pomników, zwłaszcza w czasach najmniej po temu odpowiednich; symbol bierze za rzeczywistość, to też wpatrzony w chorągiewki narodowe daleko zajść może: pieśń legionów może zrobić z niego Bartka zwycięzcę[1], zręcznie podane hasło niepodległości potrafi zaprowadzić go do kahału żydowskiego, a „sekundogenitura” w kontuszu – do hauptwachy[2] niemieckiej. Jeżeli jest dobrej wiary – kończy rozczarowaniem, jeśli złej – staje się siłą rzeczy, agentem obcych interesów i wpływów.

Drugi patriotyzm negatywny – o tyle może odnaleźć sam siebie, o ile przeciwstawia się innym. Wyrabianie swej odrębności w walce jest potężnym czynnikiem w historii tworzenia się indywidualności narodowych, ale indywidualność już skonsolidowana tracić poczyna stopniowo na tym, gdy kultywowane ciągłe uczucia zaprzeczane rozwijają się kosztem uczuć pozytywnych, przerodzone bowiem w namiętność, zatracają nieubłaganie nie tylko te granice, w których były w swoim czasie uprawnione, ale wszelkie granice, i zabarwiała negacją stosunki wewnętrzne, a wówczas stają się już czynnikiem czysto rozkładowym. Negatywny patriotyzm siłą konieczności staje się partyjnym w najgorszym tego słowa znaczeniu. Znamy przecie dobrze te koła opinii, które na poły szczerze, na poły nieszczerze przeciwstawiają się wszystkiemu na wszystkich frontach, ze szczególnym jednak upodobaniem napadają na kierunki pozytywnie czujące, myślące i działające. Gdy je obieramy listek po listku ze wszystkich negacji, okaże się, że nie zawierają one żadnej treści i nie przedstawiają żadnej indywidualności,nie tylko twórczej, ale nawet biernej. Naród w którym by taki patriotyzm zapanował, nie byłby już narodem, ale plemieniem w rodzaju Ukraińców, na poły grupą etniczną, na poły stronnictwem w obcym państwie.

Na szczęście wszystkie wymienione wyżej przeżytki i zboczenia patriotyzmu polskiego nie są w stanie powstrzymać jego rozwoju, postępującego w ostatnich czasach w przyśpieszonym tempie. Przed wojną jeszcze, w Wielkopolsce, powstała i okrzepła nowa cecha patriotyzmu – solidarność narodową na polu gospodarczym, wydała swe ciche nakazy i znalazła posłuch wśród ogółu. W Królestwie, o wiele później, zrodził się ruch w kierunku unarodowienia handlu i przemysłu i spolszczenia miast i począł już stawać się trwałym nabytkiem szerokich mas społeczeństwa, gdy wojna odciągnęła całą swą uwagę ogółu w inną stronę, ale nie cofnęła bynajmniej osiągniętego dorobku – poczucia obowiązków obywatelskich na polu gospodarstwa narodowego, nowych ogniw solidarności i nakazów moralnych stąd płynących.

Wojna sama podniosła niewątpliwie olbrzymio patriotyzm narodu w ilościowym Jego rozumieniu, lecz i pod względem jakościowym wysunęła nowe zapotrzebowanie. Wojna organizuje tylko obronę i walkę, ale tym samem, siłą konieczności, dezorganizuje wszystkie inne dziedziny życia i zdaje byt społeczeństwa na losy jego samopomocy. Królestwo stanęło zarówno na własnym gruncie, jak i na całym obszarze cesarstwa, wobec ogromu zadań tak różnorodnych, że na spełnienie ich nie mogły starczyć ani wzory przeszłości, ani zwykły poziom patriotyzmu, ofiarności i zmysłu organizacyjnego. To musimy z zadowoleniem przyznać, że do zadań tych dorosło. Dziś, gdy potrzeby stale jeszcze przerastają środki ich zaspokojenia, gdy patrzymy przede wszystkim na to, co jest do zrobienia, a nie na to, co zrobiono, ogół nasz może nie docenia jeszcze zasług twórców i wykonawców tej pracy, a jednak czuje, że dokonali oni nie tylko wielkiego dzieła użyteczności publicznej, ale otworzyli nowe dziedziny duchowe w psychice narodu, rozszerzyli i wzbogacili jego patriotyzm, patriotyzm samopomocy społecznej i twórczości organizacyjnej. Dziś już przykład ten promienieje na cała Polskę i rodzi nowe ogniwa ogólnopolskiej solidarności.

Rzecz charakterystyczna, że właściwie dwie tylko były sfery, które na działalność tę patrzały krytycznie, sceptycznie lub obojętnie: politycy galicyjscy na gruncie wiedeńskim, którzy sadzili, że Królestwo „troszczy się o wiele, gdy mało potrzeba”, zmienili jednak zdanie po powrocie do kraju, i – młodzież polska (jako całość), na obszarze państwa rosyjskiego. Wpatrzona w oderwane symboliczne hasła, nie rozumiała wcale tej pracy i nie przyłożyła da niej ręki, wtedy gdy była przede wszystkim do tego powołaną: przerastało to zakres jej patriotyzmu, nie widzącego ogniw pośrednich między symbolem a rzeczywistością, umiejącego tylko śnić o Polsce, ale nie umiejącego jej budować. W ogóle zachowanie się tej młodzieży w czasie wojny jest być może najsmutniejszym dla naszej przyszłości faktem w bilansie dorobku duchowego narodu.

Jest jeszcze jedna, najwyższa i najdoskonalsza postać patriotyzmu, która była zawsze słabą stroną naszego narodu, a którą chwila dziejowa powołuje do czynu. Mówię o patriotyzmie państwowym. Właściwie zapotrzebowanie nań rodzi się z chwilą, gdy naród poczyna prowadzić swą własna politykę. Polityka we właściwym tego słowa znaczeniu, o ile nie jest grą interesów lub swarami partyjnymi, dąży zawsze pośrednio lub bezpośrednio do budowania nowych form państwowych, czy jest polityką stronnictw, czy rządu, czy państwa narodowego: można nawet powiedzieć, że organizacja państwa – to skrystalizowana w stałe formy polityka narodu. Stronnictwo przeto, pozbawione narodowego patriotyzmu państwowego będzie zawsze kalekie, naród zaś, który go nie posiada, nie może nawet marzyć o własnych formach politycznego bytu.

W okresie przedwojennym właściwie jedna tylko Galicja posiadała warunki do wprowadzenia, w czyn swego patriotyzmu państwowego, niestety jednak tak go pomieszała z patriotyzmem państwowym austriackim, że trudno było dostrzec, gdzie się kończy drugi a zaczyna pierwszy. Królestwo w słabym tylko stopniu miało po temu pole przez ostatnie dziesięciolecie, zaledwie nadające się do wykazania, że nie jest mu obcy patriotyzm polityczny, że zdaje sobie sprawę z jego zadań i celów. Wojna obecna jednak, od samego niemal swego początku, stawiając w tym, czy innym zakresie kwestię polską, nie jako kwestię prowincji lub sprawę kultury, ale jako kwestię odrodzenia narodu i powołania go do nowych form bytu, tym samym postawiła przed nami wielkie zagadnienie, któremu tylko silny i świadomy patriotyzm państwowy sprostać może. Że mamy go zbyt mało we krwi, świadczy choćby nieznany w innych krajach fakt istnienia u nas w czasach pokoju niepomiernej ilości żywiołów „bezpartyjnych”, nie poczuwających się do obowiązków politycznych i do odpowiedzialności za nie, a więc pozbawionych elementarnego patriotyzmu państwowego. Tym większe i tym cięższe obowiązki spadają na te sfery, które od dawna lub świeżo poczuły się do obowiązku prowadzenia polityki narodu. I trzeba przyznać, że na całym obszarze naszej ziemi (dziś – nie wyłączając Galicji) rozbudził się wśród tych sfer świadomy siebie polski patriotyzm państwowy, za którym iść musi znalezienie jednej wspólnej drogi, kierowanej rozumem stanu. Nie tylko my budować na nim możemy, ale, – co w obecnej chwili dziejowej ważniejsza – te mocarstwa, od których w bliskiej przyszłości dalsze nasze losy zależeć będą. Tylko narody państwowe przedstawiają wartość w układzie stosunków czy to wewnętrznych, czy międzypaństwowych: budować na nich zawsze można, gdy się uwzględnia żywotne ich interesy i dążenia, wtedy bowiem nie staną się one nigdy czynnikiem rozkładu, ani biernym narzędziem w ręku sił obcych.

Patriotyzm państwowy jest ostrożny, przewidujący, zarazem na wskroś budujący i twórczy, nie znosi ani dyktowanych uczuciem metod uproszczonych, ani hazardu; on to przede wszystkim chroni od wszelkiej tendencyjności w ocenie zjawisk, nakazuje troszczyć się równomiernie o całość narodu i o wszystkie strony jego życia i rodzi to głębokie poczucie odpowiedzialności, które nie bezpośrednią teraźniejszość, lecz dalszą przyszłość ma na oku. Są to wszystko cechy obce zupełnie płytkiemu patriotyzmowi, obracającemu się wyłącznie w sferze wrażeń, nastrojów, uczuć, tendencji, wyobraźni, przenośni i symbolów, który tak słusznie ochrzczono mianem literackiego. A takim jest właśnie patriotyzm kierunku, który przybrał nazwę „niepodległościowego” w tym przeświadczeniu, że sama nazwa za treść starczy. Tym się tłumaczy ta pozorna sprzeczność, że istotny patriotyzm państwowy i jego nosiciele są przedmiotem najostrzejszych właśnie napaści ze strony tego kierunku. Tak niegdyś socjalizm, czysto po literacku pojmujący przyszły wymarzony przez siebie ustrój, najsilniej zwalczał ruch kooperacyjny, który jedynie mógł do tego ustroju prowadzić, o ile miał on w sobie coś realnego.

Patriotyzm chcenia jest właśnie tym rozkładającym się odpadkiem w czasie burzy, który z odrodzeniem organizmu narodowego nie ma nic wspólnego. Jeżeli ten organizm zdobędzie się na dostatecznie silni patriotyzm woli i osiągnie to wszystko, co jest w danych warunkach do osiągnięcia, to stanie się to pomimo pierwszego, a nawet wbrew niemu.

„Sprawa Polska” Nr. 902 z 1915 r.


Tekst został opublikowany także w książce Zygmunt Balicki - Z doby przełomu myśli narodowej


[1] Nawiązanie do noweli Henryka Sienkiewicza „Bartek zwycięzca” z 1882 roku. Tytułowy Bartek był prostym chłopem z Wielkopolski, wcielonym do armii pruskiej podczas wojny prusko-francuskiej. [redakcja]
[2] (niem.) „komisariat, posterunek” [redakcja]

Inne publikacje autora Wszystkie artykuły