Jan Ludwik Popławski - Pouczająca analogia

Zaznaczaliśmy kilkakrotnie podobieństwo pomiędzy akcją tzw. partii dworskiej, prowadzoną przed kilkoma laty w zaborze pruskim a polityką ugodowców warszawskich. Podobieństwo z biegiem czasu staje się coraz widoczniejszym, ujawnia się nie tylko w planie kampanii, ale nawet w jej szczegółach taktycznych. Błędnym i świadomie ze złą wiarą wmawianym w ogół jest mnie manie, że polityka ugodowców warszawskich wzoruje się na przykładzie Galicji, na taktyce stańczyków galicyjskich. Głoszenie takiego zdania jest po prostu wyzyskiwaniem nieświadomości społeczeństwa, które nie zna historii politycznej ostatnich czasów i ma bardzo niedokładne pojęcie o warunkach położenia narodu naszego w różnych dzielnicach.

Ani w zaborze rosyjskim, ani w zaborze pruskim nie ma i nie może być tych warunków, które istniały w Austrii w chwili, gdy polityka polska wzięła sobie za zadanie pogodzenie interesów narodowych z interesami państwa na zasadzie korzyści wzajemnej. Urzeczywistnienie tego zadania nie było dziełem jednego stronnictwa, tym bardziej stronnictwa, które wówczas nie narodziło się jeszcze, nie opierało się na uczuciu lojalizmu względem państwa i korony. Lojalizm galicyjski nie był pobudką do polityki pojednania interesów narodowych z interesami państwa, właściwie przystosowania pierwszych do drugich, ale był tylko tej akcji politycznej wynikiem. Ugoda była przede wszystkim dla państwa potrzebną, nawet konieczną, wypływała z nowego układu stosunków wewnętrznych, polityka narodowa polska wyzyskała tylko nadarzającą się sposobność. Było to tak oczywistym, że żadne ze stronnictw politycznych w Galicji ani wówczas nie sprzeciwiało się w zasadzie temu dążeniu do uregulowania stosunku narodowości polskiej do państwa na drodze legalnej, ani dziś się nie sprzeciwia. Różnice, które w tej sprawie między stronnictwami zachodzą, dotyczą tylko taktyki, kwestionują skuteczność stosowanych sposobów osiągania korzyści z istniejących lub możliwych warunków.

Położenie narodowości polskiej w zaborze pruskim i rosyjskim jest zupełnie inne, jak w Galicji, natomiast stosunek jej do rządów zaborczych w obu tych dzielnicach jest niemal identyczny. Polityka polska w zaborze pruskim mogłaby być, jak dziś z niemiecka mówią, miarodawczą dla polityki narodowej w zaborze rosyjskim. Ale ani jedna, ani druga nie może wzorować się na polityce Polaków w monarchii austriackiej.

Jakoż istotnie polityka ugodowców warszawskich naśladuje, nieraz nawet niewolniczo kopiuje politykę partii dworskiej w zaborze pruskim. Jest to zupełnie nowa kombinacja w dziejach porozbiorowych naszego społeczeństwa, oryginalne, niepraktykowane dotychczas zboczenie jego myśli politycznej, objawiające się w warunkach podobnych i w bardzo podobnej formie w dwóch dzielnicach. Z niefortunnymi lub pomyślnymi, dawniej dokonywanymi próbami realnej polityki ugodowej łączy tę nową kombinację tylko bardzo ogólne dążenie do uregulowania stosunku ludności polskiej do państw zaborczych. Taka ogólna, nieokreślona aspiracja nie ma żadnego znaczenia dla scharakteryzowania polityki praktycznej, oznaczenia jej zadań i sposobów działania.

Ponieważ polityka ugodowa w zaborze pruskim skończyła niewątpliwie swoje istnienie, ponieważ nie tylko ogłoszono formalnie jej bankructwo, ale i ujawniły się dostatecznie wszystkie jej następstwa lub przewidzieć się dadzą, może być ona przykładem pouczającym i podstawą dla oceny polityki ugodowej w zaborze rosyjskim, która, jak to następnie dokładniej wykażemy, w dążeniach swych i taktyce wiernie ją naśladuje. Ta akcja partii dworskiej, z wszystkimi jej bezpośrednimi lub pośrednimi następstwami, przedstawia skończone zjawisko polityczne, którego analiza wyjaśnia znamienne rysy działalności politycznej ugodowców warszawskich i pozwala wnioskować o jej przebiegu w czasie przyszłym.

Akcja ugodowa w obu wypadkach odbywa się w warunkach podobnych. I w zaborze pruskim i w zaborze rosyjskim społeczeństwo polskie stoi wobec systemu politycznego, konsekwentnego, pomimo wahań chwilowych, w swoich dążeniach, opartego na tradycji państwowej i na instynktach zaborczych narodowości panujących, działającego z siłą żywiołową, ujętą w karby zwartej organizacji biurokratyczno-militarnej. Pomimo wielu różnic zewnętrznych system państwowy jest w zasadzie ten sam, chociażby dlatego, że od stu lat Rosja kopiowała urządzenia pruskie, a Prusy naśladowały politykę rosyjską. Jedno i drugie państwo jest, raczej chce być wyłącznie narodowym, jedno i drugie jest ultracentralistycznym.

Są natomiast poważniejsze różnice w stosunku siły materialnej i duchowej społeczeństwa polskiego do narodowości panujących. Układ stosunków narodowościowych w zaborze rosyjskim, zwłaszcza w Królestwie, jest dla nas pod względem politycznym korzystniejszy niż w zaborze pruskim. Zjednanie sobie Polaków jest dla Rosji w pewnych warunkach nie tylko pożądanym, ale i możliwym, dla Prus pożądanym by również było, ale jest nieprawdopodobnym. Natomiast ustrój państwowy w zaborze pruskim daje przynajmniej polityce ugodowej jaką taką podstawię formalną, uznaje bowiem legalne przedstawicielstwo ludności polskiej, które ma, jeżeli nie prawo - to możność układania się z rządem, zawierania z nim chociażby tylko tajemnych paktów.

Akcja ugodowa z tego rodzaju względami i w ogóle z warunkami realnymi nie liczy się wcale, chociaż wciąż o nich mówi, nie liczy się, bo nie jest polityką praktyczną, na postulatach rzeczywistości życiowej opartą, ale próbą wcielania w kształty żywe doktryny, z przesłanek teoretycznych wysnutej. Dla niej zasada lojalizmu jest punktem wyjścia, nie zaś następstwem i właściwością znamienną pewnego układu stosunków politycznych.

Taka polityka doktrynerska nie tylko w podobnych, ale i w zgoła odmiennych warunkach jednakową postać przybiera, jednakowych dróg i sposobów działania szuka. Nic dziwnego więc, że nieboszczka akcja ugodowa w zaborze pruskim jest bardzo podobną do swej młodej krewniaczki w Warszawie. W zaborze rosyjskim, jak przed kilku laty w zaborze pruskim, wszystkie nadzieje i rachuby opierają się jedynie na osobie młodego monarchy, na jego usposobieniu i poglądach osobistych. Zmiana monarchy jest w Prusach, a tym bardziej w Rosji wypadkiem ważnym, prawie zawsze wywołuje pewną zmianę w polityce państwa. Ale ta polityka nawet w Rosji, właściwie w Rosji więcej może niż gdzie indziej, zależy w nieznacznej tylko mierze od wpływu osobistego monarchy na nią, przeważnie zaś od tradycji i rutyny państwowej, od dążeń i interesów wszechwładnej warstwy, która sprawami publicznymi kieruje, wreszcie od nastroju opinii publicznej, w społeczeństwie rosyjskim niemal równoznacznej z opinią biurokracji, przedstawiającej ogromną większość inteligencji.

Wstąpienie na tron obu monarchów, Wilhelma II i Mikołaja II nastąpiło wcześniej, niż można było oczekiwać, zostało wskutek wypadków przyspieszonym. Zmiana monarchy w takich warunkach wyjątkowo chyba wywołać może zmianę systemu politycznego. Polityka poprzedniego panowania nie doszła jeszcze do swego naturalnego kresu. Kiedy umierał Mikołaj I, wraz z nim padał sromotnie skompromitowany porażką w wojnie krymskiej jego system rządzenia. Żaden fakt taki, który by naocznie wykazywał i uzasadniał konieczność radykalnej zmiany w wewnętrznej polityce rosyjskiej nie zdarzył się w ostatnich latach panowania Aleksandra III. Gdyby ten car umarł kilka lat wcześniej, przed zawarciem sojuszu francuskiego, w chwili, gdy polityka zagraniczna Rosji ponosiła upokorzenia i klęski, gdy finanse państwa były w rozstroju, gdy siła ekonomiczna ludności zdawała się wyczerpaną, - wtedy prawdopodobnie następca jego zainaugurowałby inny system rządzenia.

Mikołaj II, podobnie jak Wilhelm II, odziedziczył wraz z koroną system polityczny utrwalony, tryumfujący, chociaż może pozornie, ale jeszcze nie zużyty. W tym systemie, a raczej w tych systemach pokrewnych, pruskim i rosyjskim, sprawa polska stanowi punkt słaby, wobec niej są one bezsilnymi: ani uregulować stosunku Polaków do państwa, ani stłumić niebezpiecznych dla niego dążeń politycznych i poczucia odrębności narodowej nie mogą. Obaj młodzi monarchowie tym bardziej musieli zwrócić uwagę na tę sprawę, że prześladowanie Polaków przez Bismarcka poprzedziło wstąpienie na tron Wilhelma II, a wzrost ruchu narodowego i opozycyjny jego charakter w zaborze rosyjskim zaniepokoił sfery rządowe w ostatnich latach panowania Aleksandra III. Ale to zajęcie się sprawą polską nie stanowiło i nie stanowi dosyć silnego bodźca do zmiany systemu politycznego, której koniecznym warunkiem byłoby istnienie odpowiedniego dążenia umysłowego i społecznego w narodzie rosyjskim lub niemieckim. Takich dążeń nie ma lub nie przybrały jeszcze tego charakteru i tych form, z którymi utylitarna, na krótką metę zakreślona polityka państwowa liczyć się musi praktycznie.

Postawienie lojalizmu, jako zasady bezwzględnej, a priori określającej charakter akcji politycznej, oparcie tej akcji wyłącznie na osobie monarchy, brak w życiu publicznym narodów panujących warunków, które by zmianę systemu rządzenia czyniły konieczną lub chociażby tylko prawdopodobną - to są wspólne właściwości polityki ugodowej w zaborze pruskim i rosyjskim.

Dalej w obu dzielnicach polityka ugodowa jest przede wszystkim polityką klasową warstwy szlacheckiej i bogatego mieszczaństwa oraz części inteligencji zawodowej, złączonej z tymi warstwami stosunkami towarzyskimi i poniekąd wspólnością interesów, wreszcie wyższej hierarchii duchowej. Słowem jest to polityka warstw, dla których w dzisiejszych warunkach „wejście do środka państwa” stanowi ratio existendi[1], jedyną nadzieję utrzymania znikającego wpływu, zagrożonego stanowiska społecznego. Ogół inteligencji, warstwy średnie i lud w tej akcji udziału czynnego nie biorą, zajmowały z początku w zaborze pruskim i dziś zajmują w zaborze rosyjskim stanowisko wyczekujące. To zachowanie się bierne jest prostym następstwem braku samodzielności społecznej i świadomości politycznej w tzw. warstwach niższych naszego narodu i braku wykształcenia politycznego, wreszcie następstwem przygnębienia duchowego tradycji powierzania steru spraw publicznych ludziom i grupom uprzywilejowanym itd. W zaborze pruskim, dzięki warunkom politycznym, opozycja przeciw polityce ugodowej mogła dosyć łatwo właściwe jej dążenia i charakter wyświetlić i przeciwdziałać jej skutecznie w opinii publicznej; w zaborze rosyjskim sprawa jest trudniejszą, dziś już jednak większość społeczeństwa krytycznie akcję ugodowców ocenia i zaczyna przeciw niej protestować coraz wyraźniej.

Taktyka ugodowców warszawskich wobec przeciwników ich polityki przypomina zupełnie, nawet w szczegółach najdrobniejszych, taktykę partii dworskiej w zaborze pruskim. Przeciwników swoich oskarżają w czambuł o dążności rewolucyjne. Widzimy obecnie, jak wyzyskuje tego rodzaju oskarżenie rząd pruski.

Dążenie ludu polskiego do samodzielności politycznej i społecznej nazywa ten rząd ruchem rewolucyjnym i antymonarchicznym, który wszelkimi sposobami zwalczać należy.

Nie możemy jeszcze zaznaczyć następstw polityki ugodowej w zaborze rosyjskim, nie tylko jednak na zasadzie analogii, ale i na podstawie faktów już dokonanych możemy o nich wnioskować. Fatalne skutki polityki ugodowej w zaborze pruskim. ujawniły się przede wszystkim w dziedzinie stosunków kościelnych, mianowicie w zakresie stosunku duchowieństwa do ludności polskiej, do jej dążeń i interesów narodowych. Rząd pruski od razu zyskał w tej sprawie więcej za pomocą ustępstw dobrowolnych niż mógł zdobyć w ciągu kilkunastu lat walki kulturnej za pomocą systemu prześladowań. Nie tylko na Śląsku i w Prusach Zachodnich, ale nawet w Poznańskim sprawa pośredniego niemczenia ludności polskiej przez kościół znacznie postąpiła. Utrwalony w walce stosunek ludności katolicko-polskiej do kościoła i duchowieństwa został - jeżeli nie zerwany - to znacznie nadwątlony. Rzekome ulgi dla kościoła katolickiego i dla języka polskiego w szkole osłabiły tylko odporność ludności, wyzyskane zostały na jej szkodę. Na szczęście, udało się w czas tej szkodzie zapobiec, dotychczas, wszakże straty nie są jeszcze wyrównane i bodaj czy można będzie powetować je w bliskiej przyszłości. W zaborze rosyjskim szkodliwe następstwa polityki ugodowej, polegające na osłabieniu odporności, dziś już zaznaczają się wyraźnie np. w sprawie czytelni ludowych, w stosunkach kościelnych na Litwie i, co najważniejsza, w zdemoralizowaniu opinii publicznej. Przeciwdziałanie zaś tym szkodliwym następstwom jest tam trudniejszym niż w zaborze pruskim z powodu niemożliwości prowadzenia akcji jawnej w tym kierunku, z powodu braku tej swobody działania, którą zapewnia ludowi polskiemu pod panowaniem pruskim ustrój konstytucyjny państwa.

Najważniejszym, bezpośrednim następstwem polityki ugodowej w zaborze pruskim było powstanie w opinii niemieckiej prądu, który przybrał widome kształty hakatyzmu. Prąd ten jest ogólniejszym i groźniejszym, niż „towarzystwo szerzenia niemczyzny”[2], które stanowi tylko jeden z jego objawów. Ugodowcy poznańscy sami przyznają, że powstanie hakatyzmu było następstwem ich polityki, ba, chełpią się tym nawet, jak np. p. Kościelski[3]. Ten fakt, że nieprzyjaciele narodu polskiego najzawzięciej właśnie ich politykę zwalczają, ma być właśnie świadectwem jej mądrości i użyteczności dla naszego społeczeństwa. Dotychczas nazywano mądrością i zręcznością w polityce szachowanie, obezwładnienie lub osłabienie czynników wrogich a potężnych, unikanie starć, grożących niechybnie klęską, dopiero ugodowcy pierwsi zaczęli twierdzić, że wywoływanie niebezpieczeństwa, że umyślne budzenie nienawiści i obawy jest dowodem... rozumu politycznego ludzi, którzy dążą do pojednania się z rządem i narodem panującym.

I ugodowcy warszawscy z zadowoleniem nieraz zaznaczają, zwłaszcza w prasie zakordonowej, że polityka ich drażni te żywioły w społeczeństwie rosyjskim, które odpowiadają hakatystom niemieckim. Rzeczywiście ten prąd opinii rosyjskiej, którego organami są „Swiet”, „Moskowskija Wiedomosti”, poniekąd „Nowoje Wremia” i kilka pism innych, coraz namiętniej występuje przeciw ugodowcom i przeciw możliwym próbom pojednania się rządu z Polakami. Ani rząd niemiecki nie mógł, ani rząd rosyjski nie może lekceważyć silnego prądu opinii publicznej, musi się z nim liczyć. Hakatyzm niemiecki zniewolił rząd pruski do zaprzestania „nowego kursu” w stosunku do Polaków, to samo zrobi hakatyzm rosyjski, który bynajmniej nie stracił gruntu w sferach rządowych, jak tego dowodzą chociażby niektóre ostatnie nominacje i niepraktykowana w Rosji pobłażliwość dla wystąpień dziennikarskich tego kierunku politycznego.

Biurokracja rosyjska, podobnie jak junkierstwo pruskie nie znosi żadnego współzawodnictwa w ubieganiu się o łaskę monarszą, a tym bardziej o pozyskanie wpływu na bieg i zwłaszcza kierownictwo spraw państwowych. Dla niej Polacy lojalni, Polacy ugodowi, którzy chcą wejść lub chociażby wleźć „do środka państwa” i uzyskać równouprawnienie z uprzywilejowanymi dziś tego państwa obywatelami - dla niej tacy Polacy są istotnie niebezpiecznymi współzawodnikami, a więc najbardziej znienawidzonymi przeciwnikami. Polacy pogodzeni z losem i pojednani z rządem, piastujący w duszy ideał, że „będą jeszcze z nas po carstwach urzędniki, radcy stanu i piszczyki, a u dworu - dworscy wieszcze” - to groźni konkurenci do „piroga skarbowego”, z którego coraz trudniej odrywać kąski, mogące nasycić żarłoczność czeredy urzędniczej, groźni tym przede wszystkim, że posiadają właściwości przyrodzone i nabyte, zapewniające im szanse zwycięstwa w walce o byt. Dziś już współzawodnictwo Polaków nie tylko w karierze urzędniczej, ale i w zakresie działalności handlowej i przemysłowej budzi nienawiść i obawę, a cóżby to było, gdyby łaska carska dała im równe z innymi prawo zajmowania stanowisk uprzywilejowanych wyzyskiwaczy skarbu i zwykłych obywateli państwa rosyjskiego.

Pod naciskiem konieczności ze względu na interes państwa i swój własny, wszechwładna biurokracja rosyjska zgodzić by się mogła na pewne ustępstwa dążeniom narodowym polskim, ma się rozumieć, w takiej tylko mierze, w jakiej by je zrobić była zniewoloną i pod warunkiem zabezpieczenia swego uprzywilejowanego stanowiska w państwie. Można przypuszczać, że prędzej nawet zgodziłaby się, gdyby do jakich ustępstw była zmuszoną, na przyznanie Królestwu zupełnej odrębności administracyjnej, na ulgi dla języka polskiego w kraju zabranym, niż na zrównanie Polaków w prawach z uprzywilejowanymi obywatelami państwa rosyjskiego, na dopuszczenie ich do środka tego państwa tj. do udziału w zyskach i usankcjonowanie niebezpiecznego dla niej współzawodnictwa.

Gdyby skromny program ugodowców „współżycia z państwem rosyjskim” przybrał kształty realne, ten fakt poruszyłby nie tylko interesy osobiste i zbiorowe panującej w Rosji warstwy, ale i żywiołowy fanatyzm religijny i narodowy całego społeczeństwa. Jeżeli się doczekamy tego, dzięki ugodowcom, będziemy mieć poprawne wydanie hakatyzmu, działającego z bezwzględnością i brutalnością moskiewską. W Prusach korona mogła, gdyby tylko była chciała, oprzeć się prądowi opinii, ochrzczonemu nazwą hakatyzmu, bo mogła mieć za sobą większość przedstawicieli narodu niemieckiego, poparcie katolików i stronnictw szczerze demokratycznych.

A jednak rząd pruski, pomimo dosyć ważnych względów praktycznych, uległ parciu opinii junkierstwa i żywiołów szowinistycznych i potężniejszemu od nich naciskowi tradycji państwowej i rutyny systemu politycznego. W Rosji opór korony nie jest możliwym. Nie mówiąc już o tym, że Mikołaj II z usposobienia swego mniej jeszcze niż Wilhelm II zdolny jest do roli rocher de bronze[4] wobec potężnego prądu - car nie miałby po prostu oprzeć się na kim. Garstka dworaków i arystokratów, nie wiele liczniejsza garstka wszelkiego gatunku liberałów nie mogą utworzyć nie tylko armii, zdolnej do złamania przewagi biurokracji i złączonych z nią wspólnością interesu żywiołów, ale nawet nie mogą wystarczyć na uformowanie dosyć silnej straży ochronnej w walce, która by się toczyła o koronę i życie cara. Pogardliwy ton, w jakim mówią o „pułkowniku huzarów” przedstawiciele niezadowolonej biurokracji, daje poniekąd miarę ich zaciekłości. Hakatyzm pruski cofnąłby się może przed jawnym starciem z wolą monarchy, hakatyzm rosyjski bez wahania rozprawiłby się z osobą cara, gdyby ten wyraźnie przeciw niemu wystąpił.

Staranie się o ulgi i łaski carskie w takich warunkach, za pomocą akcji zorganizowanej w imieniu całego społeczeństwa polskiego, jest ryzykowną igraszką z niebezpieczeństwem, które przewidzieć łatwo. Odstraszający przykład następstw polityki ugodowej w zaborze pruskim nie oddziaływa jednak na ugodowców warszawskich, którzy w działalności swej nie uwzględniają tej prawdy, że podobne przyczyny w podobnych warunkach dawać zawsze muszą podobne skutki. Widocznie Polacy tego gatunku nie są mądrzy nawet po szkodzie.


Tekst został opublikowany także w książce Jan Ludwik Popławski - Pisma polityczne


[1] Ratio existendi (łac.) – racja bytu
[2] Niemiecki Związek Kresów Wschodnich (Deutscher Ostmarkenverein), zwany potocznie Hakatą od pierwszych liter nazwisk założycieli – Ferdynanda von Hansemanna, Hermanna Kennemenna i Henryka von Tiedermanna. Niemiecka organizacja działająca na rzecz germanizacji ziem polskich.
[3] Józef Kościelski (1845-1911) – poeta, dramaturg, mecenas sztuki i filantrop. Zasiadał w Izbie Panów Sejmu pruskiego, w latach 1884-1894 poseł na Sejm Rzeszy. W polityce popierał politykę ugodową w stosunku do rządu pruskiego.
[4] Rocher de bronze - [franc.] „Skała z brązu” – określenie jakiego użył o sobie król Prus Fryderyk Wilhelm I w odpowiedzi na petycję niemieckiej szlachty przeciwko planowanej podwyżce podatków.

Wszystkie artykuły